yśli wyszukane Ego vobis vos mihi
Strona główna
o.P.Rostworowski
Kalendarium życia
Bliscy i przyjaciele o ojcu Piotrze
Anegdoty
Książki i artykuły
Galeria
Kontakt


  • "Jak masz powołanie, to się Panu Bogu nie oprzesz. Ale bądź ostrożny dlatego, że jak realizujesz swoje powołanie to wsiadasz jak do samolotu i już nie masz wyjścia. A jak masz żonę, dzieci, pracę, to jak się na jednym odcinku nie układa, to się możesz podbudować na drugim. A tu stawiasz wszystko na jedną kartę".

  • "Osobiście byłem wierzącym od lat dziecięcych, nie znając problemów apologetycznych. Zacząłem je studiować dopiero w 25 roku życia. Wydaje mi się - o ile dobrze pamiętam te dawne czasy - że samej wiary we mnie to studium nie wzmocniło, gdyż ona tkwiła korzeniami gdzie indziej, ale doznałem bardzo dużo radości dowiadując się, na jak bardzo solidnych racjonalnych fundamentach się opieramy. Jest wielką radością dla katolika świadomość, że wiara jego jest rozumna, że jest w pełni uzasadniona nie tylko wobec Boga i własnego sumienia, ale i wobec całej ludzkości".

  • "Człowiek bardzo często grzeszy niewiernością wobec tajemnicy wcielenia, wobec tajemnicy "Boga z nami" i pozostaje sam w najważniejszych momentach swego życia, nieraz najtrudniejszych.

    Kiedyś w czasie okupacji dano mi do rozwiązania taki problem: każdy członek Armii Krajowej dostawał truciznę, aby ją zażył w momencie, kiedy go złapią, żeby nie wydał innych. Dyskutowano tę sprawę - jak to jest, czy wolno? Ktoś mi powiedział: "Ja się psychicznie załamię i wsypię pięćdziesięciu. Trzeba usunąć człowieka, który może wsypać. W tym przypadku jestem nim ja, bo ja nie mogę gwarantować, że przetrzymam tortury".

    Ale gdy się pomyśli o tym, jakie to straszne, żeby człowiek wierzący, w ostatniej, najbardziej decydującej chwili swego życia, decydował tak, jak gdyby Boga nie było. Nie jest to zgodne z wiernością. Całe życie wierzył w Boga, wierzył w Jego pomoc, a raptem tej pomocy miałoby zabraknąć właśnie w tym momencie najbardziej decydującym, najbardziej krytycznym? (...)

    Życie jest próbą wiary. Jeżeli przez chrzest zawarłeś przymierze z Bogiem i uwierzyłeś, że Pan Bóg się w twoje życie osobiście zaangażował, to wyciągnijże z tego wnioski".

  • "Nie może dobrze modlić się ten, kto ma mentalność posiadacza, bo posiadanie uśmierca owo sanctum desiderium - święte pragnienie - o którym wspomina często św. Grzegorz, a które jest nieodzownym warunkiem modlitwy, jeżeli nie jest samą modlitwą. Kto posiada, ten nie pragnie. Ubóstwo jest matką nadziei i jej córką zarazem. Pasażer, który w restauracji dworcowej obstawił się smacznymi kąskami, nie będzie oczekiwał z napięciem przyjścia pociągu, ale raczej będzie trwożnie patrzył na zegarek i życzył sobie spóźnienia się pociągu, aby zdążył wszystko skonsumować. Ale pasażer, który w lekkim okryciu w mroźny dzień szybko chodzi po peronie, wygląda z utęsknieniem oczekiwanego pociągu i usłyszy go z daleka, a gdy pociąg nadejdzie, wskoczy do wagonu, zanim on się całkowicie zatrzyma. Między ubóstwem a nadzieją, między stanem kenozy a modlitwą, zachodzi więc bardzo ścisły związek."

  • "Na modlitwę potrzebny jest więc specjalny czas. Jest to fundamentalna potrzeba naszej duszy. Nikt nie zaprzeczy, że odżywianie jest konieczne dla ciała. Każdy kierowca, chociażby w wielkim był pośpiechu, znajdzie czas, by przystanąć przed stacją benzynową. On wie, że inaczej musi ustać w drodze. Tylko gdy chodzi o duszę, przestajemy rozumieć najprostsze rzeczy".

  • "Trudno uwierzyć, by naprawdę miłował Boga ten, kto nie ma dla Niego czasu. Każda dziewczyna, nawet bardzo zapracowana, znajdzie czas, by spotkać się ze swoim chłopcem, znajdzie czas, bo uważa to za rzecz ważną. Jeżeliby nie znalazła czasu, on słusznie wątpić będzie o jej miłości. Człowiek znajdzie czas na to, co jest dla niego naprawdę ważne. Jeżeli więc nie znajdzie czasu na modlitwę, to niezawodnie świadczy to o błędnej hierarchii wartości, jaką posiadamy".

  • "Człowiek tym bardziej staje się bliski bliźnim swoim, im bardziej jest w Bogu, im bardziej jest kontemplacyjny - głosił ojciec Piotr - To jest tak jak ze słońcem, którego promienie są tym bardziej bliskie sobie, im bardziej są bliskie słońcu. Jeżeli promienie są daleko od słońca to tym bardziej są dalekie jedne od drugich, natomiast w słońcu się spotykają i jednoczą. Podobnie i ludzie korzeniami ducha swojego tkwią w Bogu, tam powstali, stamtąd płynie ich istnienie. I im bardziej człowiek jest bliski swojego własnego korzenia, tym bardziej bliski jest głębi dusz innych ludzi, głębi istnienia, tym bardziej jest z nimi zjednoczony".

  • "W krzyżu nie jest najważniejsze cierpienie, lecz wypełnienie Woli Bożej aż do końca. Chrystus w Ogrójcu nie prosił Ojca o mękę. Wręcz przeciwnie, o jej odsunięcie, jeśli to możliwe. My chrześcijanie też powinniśmy być nastawieni nie na cierpienie, ale na spełnienie Woli Bożej do końca, choćby przez ból, jeśli to konieczne".

  • "Kto chce więc wychować chrześcijanina, musi przede wszystkim to zapewnić, aby ten człowiek się modlił. Jak nie można kształtować żelaza wyjętego z ognia i ostygłego, tak i duszy wyjętej z atmosfery modlitwy nie da się formować, bo ma ona w sobie wewnętrzne stwardnienie pychy, na które prócz modlitwy nie ma innego lekarstwa. Gdy człowiek się modli, coś się w nim zmienia, nawet gdy on sam o tym nie wie".

  • "Osoba ludzka również nie może się rozwinąć przez zajmowanie się sobą, przez pielęgnację i wzbogacanie swojej osobowości, przez zaokrąglanie swego stanu posiadania, ale przez odniesienie ku Drugiemu, przez "stracenie" duszy swojej".

  • "Tego rodzaju przesadny kult pracy, produkcji, prowadzi do zniszczenia duchowych sił człowieka i doprowadza do tego, że człowiek zmęczony, znużony wraca do domu i myśli tylko, żeby coś zjeść, wyspać się i znowu iść do pracy. To jest ogromnie groźne zjawisko, które niszczy człowieka intelektualnie i duchowo. Pracę należy szanować, ale ona musi być na swoim miejscu, musi być w hierarchii czynów i powinności ludzkich, a wtedy będzie błogosławiona i będzie mogła zintegrować się z życiem modlitwy. Inaczej stanie się wyzwoloną, destrukcyjną energią, która człowieka zniszczy".

  • "Dziś w epoce zlaicyzowania życia bardzo trzeba podkreślić znaczenie niedzieli chrześcijańskiej. Niedziela jest dniem chwały Bożej, dniem światła, dniem myśli Bożej, dniem kontemplacji. Zadaniem niedzieli jest, by człowiek, pochylony ku ziemi przez cały tydzień pracy, wyprostował się ku Ojcu i poczuł się wolnym dzieckiem Bożym. Zachowanie niedzieli jest warunkiem wolności w stosunku do świata, warunkiem zachowania kierunku ku Bogu. Aby niedziela mogła to dać człowiekowi, winna być dla niego przeżyciem religijnym. Laicyzm możemy przezwyciężać, o ile niedziela nasza sama nie będzie zlaicyzowana. Jeżeli zaś niedziela będzie zlaicyzowana i będzie tylko dniem odpoczynku, rozrywki, wycieczki, kina itp., a nie będzie dniem Pańskim, to wyjałowienie duchowe jest prawie nieuniknione. Dobrze zaś przeżyta niedziela daje siły duchowe nawet na bardzo przeładowany pracą tydzień, bo niedziela ma w sobie moc ku uświęceniu całego tygodnia. Niedziela chrześcijańska zdolna jest uratować cały tydzień chrześcijanina, a więc całe jego życie, od zlaicyzowania. To jest jej rola i ona może ją dziś jeszcze spełnić. W przypadkach wyjątkowych, dla osób zmuszonych do pracy w niedzielę, należy pomyśleć o jakiś innych sposobach zaradzenia temu szkodliwemu stanowi rzeczy".

  • "Medycyna idzie także dziś coraz bardziej w głąb. Do niedawna usiłowano sprowadzać wszelkie schorzenia do przyczyn somatycznych. Rozwój nerwic i studia nad nimi ukazały ogromną dziedzinę zjawisk o charakterze psychogennym i możliwość powstawania schorzeń organicznych na tym tle. Dziś już niektórzy psychiatrzy sięgają jeszcze głębiej i dostrzegają związek stanu zdrowia z jakimś głębszym ładem duchowym. Wspominają już o potrzebie uporządkowania stosunku człowieka do Boga, jako o warunku osiągnięcia równowagi psychicznej, a w związku z tym i fizycznej".

  • "Lekarze są przyzwyczajeni do pacjentów, dla których Bóg i życie wieczne są teorią dość daleką od rzeczywistości. Powiedzenie prawdy takim ludziom powoduje załamanie psychiczne, które pociąga za sobą załamanie sił obronnych ustroju.

    Lekarze nie biorą dostatecznie pod uwagę tego, jak wielką łaską jest dla prawdziwego chrześcijanina możność w pełni świadomego przygotowania się i przyjęcia śmierci. Tym ukrywaniem prawdy doprowadzają w końcu do tego, że szok rzeczywistości, który w końcu przyjść musi, trafia na człowieka nastawionego na rekonwalescencję i na życie i wówczas może go łatwo załamać psychicznie. Dla lekarzy już to może nie ma znaczenia, bo wtedy i tak siły obronne ustroju są załamane, ale dla duszy to są właśnie momenty najbardziej decydujące.(...)

    Nie jest ogólnie uważane za obowiązek lekarzy stworzenie nieuleczalnie choremu optymalnych warunków, by się mógł przygotować na spotkanie z Bogiem i dlatego mają oni pod tym względem niedostateczną wrażliwość, ale dla nas to najważniejsza rzecz i najważniejszy obowiązek".

  • "Nie każdy z nas otrzymuje wyjątkową łaskę męczeństwa za brata jak ojciec Maksymilian Maria Kolbe, natomiast każdy z nas może oddawać braciom życie swoje po kawałku, gdy im poświęca swój czas bezinteresownie i poza obowiązkiem. Tak oddanego czasu on już nigdy nie przeżyje dla siebie".

  • "Nie jest prawdziwe to modne porzekadło - nie ma cudów - bo właśnie cuda są, ale widoczne tylko dla tych, którzy umieją patrzeć z wiarą na zwyczajne z pozoru sprawy".

  • "Nic się nie zda kobiecie zamężnej i matce rodziny, że będzie miała duchowość zakonnicy. Rezultatem może być tylko konflikt z rzeczywistością, a w tym konflikcie nikt jeszcze nie wygrał. Będzie jej się zdawało, że żyje jedynie w rzadkich chwilach, kiedy może uciec od tego wszystkiego, co stanowi jej realne życie na co dzień, to zaś życie będzie dla niej bezduszną, zabijającą mordęgą. Jeżeli nie dokona w sobie wewnętrznej przemiany i nie zacznie żyć tym, co faktycznie z Woli Bożej wypełnia jej egzystencję, to się załamie i stanie się człowiekiem zgorzkniałym, umniejszonym, nie rozumiejącym sensu swego życia. Albo na cóż się zda choremu, że będzie miał przez całe życie aspiracje do spełnienia zadań, do których choroba czyni go niezdolnym? Trzeba, by matka rodziny stanęła frontem do rodziny, a chory frontem do swej choroby, a wówczas spotkają Chrystusa".

  • "Cierpienie jest jakimś umieraniem i od współdziałania człowieka zależy, co w nim umrze, a co będzie żyło. Czy umrze w nim naprawdę stary człowiek, a zregeneruje się w nim ten nowy i człowiek wyjdzie z cierpienia powiększony, pogłębiony, czy też wyjdzie załamany.

    Wśród ludzi, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne, widzimy jednych załamanych życiowo, a inni się pogłębili, rozwinęli, nabrali głębszego rozumienia życia, większej pokory, miłości Boga i ludzi i wyszli z tego cierpienia zwycięzcami".

  • "Św. Jakub Apostoł mówi, że to jest tak bardzo trudna rzecz, że żaden człowiek nie potrafi języka ujarzmić. Tylko Bóg może człowiekowi dać tę moc. Bo nie o to chodzi, żeby człowiek nie mówił, ale żeby mówił to, co trzeba, jak trzeba i ile trzeba.

    Język jest przyczyną bardzo wielu grzechów. Człowiek rzadko żałuje, że czegoś nie powiedział, a często natomiast żałuje, że za dużo powiedział, że nie tak powiedział. Często żałujemy, żeśmy pofolgowali naszemu językowi, a nie żeśmy go powstrzymali.

    Milczenie jest jakimś wielkim dobrodziejstwem i powściągnięcie języka działa w głąb. Ono rodzi postawy wewnętrzne, ono rodzi jakąś delikatność sumienia, podatność na natchnienie. Bo człowiek wylewa się przez mówienie i staje się przez to jakiś płytki i twardy. Milczenie ma bardzo głęboki związek z życiem wewnętrznym. Istniejące głębsze życie wewnętrzne przejawia się w tendencji do milczenia. Nawet w naturze to widzimy: garnek pusty hałasuje, natomiast pełny jest cichy. Człowiek wewnętrznie pełny nie będzie się wylewał na zewnątrz. A jeżeli jest pustka w duszy, robi się hałaśliwy".

  • "Milczenie jest wielką siłą. Przez milczenie spiętrza się w nas jakaś moc duchowa, wzrasta wrażliwość wewnętrzna, jasność i energia myśli, dojrzałość i skuteczność czynu. Wszystko to się jakoś rozprasza przez nadużywanie słowa. Jak ciśnienie nie może się utrzymać w maszynie, jeżeli są w kotle szpary przez które uchodzi para, podobnie i duch ludzki nie może bez milczenia utrzymać swej energii. Wraz z niepotrzebnym słowem uchodzi z nas życie duszy, bo przecież życiem duszy jest jasność i energia myśli, życiem duszy są głęboko ukorzenione mocne przekonania, życiem duszy jest rozmach woli ku ich urzeczywistnieniu. Wszystko mięknie i rozłazi się przez nadużycie słowa.

    Ludzie zdają sobie na ogół sprawę ze zgubnych skutków nałogu pijaństwa, karciarstwa, czy innych nałogów, które się jako takie piętnuje, ale mało ludzi zdaje sobie sprawę ile życia ucieka z nich przez brak dyscypliny słowa".

  • "Nasza cywilizacja chrześcijańska wydała taką koncepcję człowieka, która dzieli życie na przygotowanie do zawodu, zawód, a potem emerytura. Wiek przedprodukcyjny, produkcyjny i poprodukcyjny. Zdaniem ojca Piotra pod tym względem więcej mądrości wykazują hindusi, którzy dzielą życie ludzkie na 4 etapy. I etap - do 22 lat - przygotowanie do ofiary. Uczeń ma się przygotować nie do kariery, ale do ofiary. II etap to jest ta właściwa ofiara, zaangażowanie w życie. A potem III etap, kiedy ujrzysz twarz wnuka, około 45 lat, to idziesz do lasu, ażeby rozważyć swoje życie, a potem wracasz do społeczności jako guru czyli nauczyciel mądrości. Starość nie jest pojęta jako emerytura, jako odejście, jako wiek poprodukcyjny, ale jako dojrzałość wewnętrzna".

  • "W samotności wyłania się wszechświat i niespodziewanie nabiera znaczenia. Słońce ze swym nieustannym wędrowaniem po niebie, jego wspaniałe wschody i zachody, jasność i skwar południa i tajemnica nocy. Wszystko to, zupełnie zapomniane w życiu pracowitym i zaśpieszonym związanym z zegarem, a nie ze słońcem i księżycem, teraz ukazuje na nowo swe piękno i wymowę.

    Wszechświat rozmawia z człowiekiem samotnym. Dostrzega on znowu słońce i jego wędrówkę po niebie, zmiany księżyca i jego uciszające, blade światło, cudowną głębię nieba wyiskrzonego gwiazdami. W samotności pustelni korzysta się z leczącego działania całego wszechświata stworzeń, który nas otacza, a na który już nie umiemy patrzeć.

    Ja teraz czuję, jak rozpływają się ostre problemy, gdy mój kontakt z naturą stał się normalnie ludzki, gdy mogę bez pośpiechu posiedzieć w skwarze południa, czy popatrzeć na wspaniałe blaski zachodu, czy wtopić wzrok w głębokościach nocnego nieba. Jednocześnie z tym wszystkim człowiek widzi, jak bardzo jest maleńki, zagubiony punkt w bezmiarze przestrzeni. Niektóre problemy wówczas odpadają, bo nie ma dla nich miejsca. Kiedy człowiek będzie na nowo mógł leczyć swoją chorą duszę wszechświatem, który mu dał Bóg?"

  • "Starość jest jak dobra przyjaciółka - zawsze coś ze sobą przyniesie!"

  • "Chrystus wprowadził Cię na drogę cierpienia - pisał wcześniej - Czujesz z pewnością, że nie umiesz cierpieć. Ja też nie umiem, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze, żeby zawsze być z Nim, a wówczas nasza słabość nie jest straszna. Chrześcijanin musi umieć przyjąć swoją absolutną bezradność i nie powinien nią się zbytnio martwić, skoro ma Boga Wszechmogącego".

  • "Każdy okres życia ludzkiego jest jakimś nowym etapem rozwoju i każdy wymaga od nas wierności swej specyficznej łasce. Starości też się trzeba uczyć i ona też jest jakąś łaską i jakimś zadaniem. Starość ma uwolnić człowieka z wszelkich złudzeń, z wszelkich fałszywych wartości i wielkości, aby znalazł maleńkość przed Bogiem, a wraz z nią pełną prawdę życia ludzkiego i głęboki pokój. Bo pokój może być tylko w maleńkości, kiedy człowiek upadnie na twarz przed Bogiem i pozostaje On sam: "erit Dominus solus in die illo." /Iz 2/.

    Starość kieruje nas ku rzeczom najprostszym, gdy wielość naszych możliwości i zajęć stopniowo opada. Pozostaje nam wówczas to, co najprostsze i najistotniejsze, Jego miłość, Jego wierność, Jego bliskość - On sam. Trzeba kierować naszą myśl, nasze rozmyślania ku dziękczynieniu za wielkie Jego zmiłowania, ku głębszemu przeżyciu Jego Serca, Jego dobroci dla nas i dla wszystkich stworzeń. Rodzi się stąd wyrozumiałość i dobroć dla wszystkich, ta wybitna cecha udanej starości chrześcijańskiej".

  • "Śmierć jest niewątpliwie czymś przeciwnym naturze, która chce żyć. Wolelibyśmy, aby nasza wędrówka do Nieba była inna, abyśmy mogli się przyodziać życiem wiecznym nie przechodząc przez śmierć. Natura się broni. Ale jednak śmierć nie jest taka straszna. A dlaczego nie jest straszna? Bo Chrystus tędy przeszedł. A to, co można zrobić w towarzystwie Jezusa Chrystusa nie jest takie straszne.(...)

    Rzecz oczywista, że do śmierci człowiek musi się przygotować - i że śmierć będzie tym bardziej lekką, tym bardziej normalną, im więcej człowiek będzie "umarły" zanim umrze. Im bardziej człowiek będzie "żywy", tym śmierć będzie bardziej tragiczną. Dla ludzi światowych, którzy w tym świeci żyli całą doczesnością, którzy tak wibrowali w tej doczesności, w światowym rozumieniu życia - dla nich śmierć będzie załamaniem, strasznym ciosem, tragedią. I rzeczywiście, ludzie, którzy nie wierzą w Chrystusa, którzy nie idą za Nim, tak śmierć pojmują.(...)

    Jeżeli człowiek "umarł" sobie - to śmierć jest dla niego czymś naturalnym, czymś, co zakańcza życie, co napełnia pokojem. Gdy odchodzi taki człowiek, to pozostaje po nim "zapach pokoju", jakby anioł pokoju stanął na tym miejscu.(...)

    Tu na ziemi w stosunku do śmierci, życie nasze układa się bardzo prosto. Jesteśmy na tej ziemi, jak żołnierz na posterunku. Taki żołnierz jest bardzo wolny. Nic się nie trapi tym, że po 2-ch godzinach przyjdzie zmiana warty, że przyjdzie ktoś inny na jego miejsce. I my, dopóki nas Chrystus nie odwoła, stoimy na posterunku, spełniamy swoje zadanie - zanim nie przyjdzie zmiana warty. Wtedy zastąpi nas ktoś inny i będzie pełnił dalej straż, może nawet lepiej niż my. Ale dopóki jesteśmy na ziemi - chcemy spełniać wszystko, by działa się chwała Boża, bo jesteśmy odpowiedzialni za chwałę Bożą w tym czasie - tu na ziemi".

  Strona główna | O.Piotr Rostworowski | Kalendarium życia | Bliscy i przyjaciele o ojcu Piotrze |
Anegdoty | Myśli wyszukane | Galeria | Książki i artykuły | Kontakt
   
 PRYWATNA STRONA MARZENY I MARKA FLORKOWSKICH
   

www.kameduli.info

Copyright 2017 MMF. Żaden fragment tekstu/zdjęć prezentowanych na tej stronie
nie może być
wykorzystany, ani reprodukowany bez pisemnej zgody.

Wykonanie i obsługa: © Verbanet,MMF 2017